No cóż, tym razem o książkach, które czytałem córkom. Dwie książki, dwie babcie. Jedna wirtualna (choć właściwsze byłoby określenie wyobrażona), druga do bólu realna z dość szokującymi przy lekturze przypadłościami gastrycznymi. Obie książki dzieli prawie 50 lat i jeśli tak ma wyglądać postęp to ja go nie chcę.
Moje córki (bliźniaczki po 6 lat) uznały babcię rabusia za jakieś nieporozumienie i bez protestu przyjęły porzucenie tej lektury. Może to wynika z tego, że książka jest raczej adresowana do samodzielnego czytania przez trochę starszych chłopców? No ja jest duuuużo starszy i też mnie odrzuciło (pewnie również nie wpadłem w target). Może ta książka ma oswajać z uciążliwościami podeszłego wieku, może ze śmiercią bliskich (choć zdawałoby się, że dalekich) osób. Może - na mnie to nie podziałało. Komisyjnie z żoną i córkami odłożyliśmy książkę do bardzo wąskiego grona książek nieczytalnych. Ja doczytałem - żeby sprawdzić czy nic się nie poprawi, ale moim zdaniem nie, a raczej pogarsza. Historia z dość niesmacznej, ale pewnie niestety realnej (wnuczek podrzucany babci, której nie cierpi, przez rodziców potrzebujących spokoju na oglądanie tanecznych show w TV i na żywo) robi się zupełnie wydumana i bardzo nierealistyczna - Elżbieta II pokazująca majtki w telewizji to wcale nie największy odlot.
Babcia na jabłoni - może dzięki temu, że babcia nie jest rzeczywista nie ma problemów z trawieniem, nie gotoju niesmacznych potraw z kapusty i wnuk nigdy się z nią nie nudzi - choć nie ucieknie z realnego świata. Uroczy porządek porządnego świata, gdzie z babcią na jabłoni spokojnie sąsiaduję dzieci z Bulerbbym czy kolejne Anie. Duży LIKE!